piątek, 28 kwietnia 2017

Płatki śniadaniowe - które wybierać, a których unikać?


Dzisiaj mam dla Was post w którym chcę napisać kilka słów o Płatkach śniadaniowych. Jeśli jesteście ciekawe tych informacji zapraszam do czytania.




Wiele osób na śniadanie chętnie je różnego rodzaju płatki. Zalane mlekiem lub jogurtem są smacznym, łatwym do przygotowania i pożywnym śniadaniem, pod warunkiem że będą to płatki nieprzetworzone, z pełnego ziarna. Na półkach sklepowych jest mnóstwo rodzajów płatków śniadaniowych. Zachęcają do zakupu kolorowymi opakowaniami. Producenci podkreślają niezwykłą wartość odżywczą swoich produktów, jaką ma zapewnić pełne ziarno, nierzadko wzbogacone dodatkiem witamin i składników mineralnych. Często jednak jest to tylko chwyt marketingowy. W większości popularnych produktów można znaleźć jedynie śladową ilość prawdziwych płatków albo w ogóle ich nie ma. Jest za to bardzo dużo dodatków, nadających im odpowiednią strukturę i smak. Wprowadzeni przez wytwórcę w błąd, kupujemy je w przekonaniu, że to produkt niskokaloryczny i zdrowy.

Naturalne płatki są wytwarzane z ziaren zbóż: owsa, pszenicy, jęczmienia, żyta, kukurydzy i ryżu i nic poza ziarnami nie powinno się w nich znajdować. Podczas produkcji ziarna pozbawia się łusek, a potem tylko poddaje się je sprasowaniu dlatego całe bogactwo składników pozostaje w środku. Zwykłe płatki przed jedzeniem trzeba ugotować albo moczyć 12 godzin. Płatki błyskawiczne, poddane specjalnej obróbce hydrotermicznej, można jeść od razu jednak są one mniej wartościowe pod względem odżywczym. Głównym walorem płatków zbożowych jest błonnik. Ten nierozpuszczalny poprawia on perystaltykę jelit, zapobiega zaparciom, chroniąc przed nowotworem jelita grubego. 

Błonnik rozpuszczalny usprawnia procesy metaboliczne, obniża stężenie glukozy i cholesterolu we krwi. Szybko daje uczucie sytości, zmniejsza głód, chroniąc przed tyciem i wspomagając odchudzanie. Jednak takie właściwości ma tylko błonnik w formie nieprzetworzonej, który występuje w naturalnych produktach. Większość obecnych na rynku płatków to produkty przetworzone przemysłowo. Produkowane nie z pełnego ziarna, lecz z drobnych jego cząstek – grysu lub mąki. Przykładem są np. popularne płatki kukurydziane. Większość z nich robi się z odpowiednio przetworzonej, uprażonej w wysokiej temperaturze kaszki, dzięki czemu zyskują formę chrupiących płatków. Swój smak zawdzięczają dużej ilości cukru i soli. 

W prażonych płatkach może znajdować się akrylamid – substancja, która powstaje podczas obróbki termicznej produktów zawierających węglowodany, sprzyja nowotworom i miażdżycy. Na czarnej liście są też tzw. crunchy, czyli chrupki z mąki, czasem z dodatkiem płatków, sklejone miodem albo syropem i prażone na tłuszczu. Napis na etykiecie „crunchy naturalne” sugeruje, że to naturalne płatki. Tymczasem płatki owsiane stanowią tylko 45 proc. produktu, reszta to tłuszcz roślinny utwardzany (jest podejrzenie, że może zawierać szkodliwe tłuszcze trans), chrupki zbożowe (z kaszki kukurydzianej, mąki pszennej, cukru, soli), mąka pszenna, kaszka kukurydziana, miód, sól, aromat, ziarna słonecznika, siemię lniane. Do płatków dodaje się również substancje, które mają uatrakcyjnić produkt: cukier i substancje słodzące, kandyzowane owoce, orzechy, kawąłki czekolady, miód, sól, ulepszacze, barwniki i konserwanty.




Na sklepowym półka znaleźć można również wyroby dla dzieci. Producenci często dodają do takich produktów bardzo dużo cukru gdyż wiedzą, że dzieci przepadają za słodyczami. W niektórych płatkach jest więcej cukru niż w pączku czy batonie. Zbyt częste jedzenie takich płatków to prosta droga do otyłości. Lepiej nie przyzwyczajać dzieci do płatków śniadaniowych dosładzanych, czekoladowych, unikać lekkich kulek i poduszeczek. Robi się je z mieszanki mąk zbożowych, które lekko suszy się, „nadmuchuje”, a na koniec pokrywa się lub nadziewa słodkościami. Na opakowaniu takich płatków widnieje duży napis wskazujący na to iż zostały one wzbogacone witaminami i wapniem jednak tak na prawdę płatków w nich nie ma. Za to znajdują się w nich mąka pszenna i ryżowa, cukier, olej palmowy, syrop glukozowy, skrobia kukurydziana, proszek truskawkowy, emulgator, aromat, przeciwutleniacz, regulator kwasowości. Należy też unikać płatków z lukrowanymi groszkami, czekoladowymi drażetkami, chrupkami w których można znaleźć sporą ilość cukru, ale także sztuczne barwniki, aromaty, emulgatory i konserwanty.

Wybierając płatki należy dokładnie przejrzeć skład. Warto wybierać naturalne płatki, bez żadnych dodatków. Jeśli zdecydujemy się na mieszankę płatków na opakowaniu powinien być umieszczony procentowy skład. Dietetycy podkreślają, że im krócej przyrządzamy płatki tym są one zdrowsze. Ważna jest również kaloryczność produktu. Płatki zbożowe są kaloryczne (zawierają skrobię, trochę tłuszczu, białko). Dobrze jest wybierać te, które mają poniżej 300 kcal/100 g. Jeśli kalorii jest więcej, to w takich płatkach jest mnóstwo cukru i tłuszczów, które niepotrzebnie zwiększają ich energetyczność (płatki kukurydziane zawierają 363 kcal/100 g, słodkie kulki lubiane przez dzieci, nawet 450 kcal/100 g). Warto zwrócić uwagę na zawartość błonnika, bo to ważny składnik płatków. Nie zawsze napis „bogate w błonnik” oznacza, że płatki są zdrowe.


Dobrym i zdrowym pomysłem na śniadanie jest również musli. Nazwa popularnego musli pochodzi od szwajcarskiej narodowej potrawy – muesli, spożywanej tam od wieków, najczęściej na kolację. Składała się ona z kaszy, mleka, świeżych lub suszonych owoców i orzechów. Na początku XX w. została spopularyzowana przez dr. Bircher-Bennera z Zurychu, propagatora zdrowej naturalnej kuchni. W „Muesli Birchera” podstawowym składnikiem były utarte jabłka albo inne sezonowe owoce, których smak nie powinien być zagłuszony przez płatki lub kaszę. Orzechy to tylko dodatek do posypania – poprawiają smak i zwiększają wartość odżywczą, i można z nich zrezygnować. Potrawa ma być lekka i  owocowa, przygotowana tuż przed podaniem. Najlepiej ją jeść na pusty żołądek, bo wtedy składniki zostaną lepiej wykorzystane. Wynalazek Szwajcara podbił świat. Zaczęto produkować  gotowe mieszanki. Lepiej kupić naturalne płatki - owsiane, jęczmienne i samemu zmieszać, dodać ulubione świeże lub mrożone, ewentualnie suszone owoce, ale nie kandyzowane!, kilka orzechów lub migdałów, a jeśli ktoś lubi – łyżeczkę miodu. Ze względu na kaloryczność z ilością płatków nie należy przesadzać. Kilka razy w tygodniu 3 czubate łyżki na szklankę mleka (jogurtu, kefiru) to zalecana porcja śniadaniowa.


Dostępne są płatki śniadaniowe:


Płatki owsiane - najbogatsze w błonnik rozpuszczalny, który jak szczotka wymiata szkodliwe produkty przemiany materii. Najwięcej w nich białka zawierającego niemal wszystkie aminokwasy. Dostarczają witamin z grupy B wzmacniających układ nerwowy. To dobre źródło magnezu, żelaza i nienasyconych kwasów tłuszczowych. Najbardziej wartościowe są płatki zwykłe, bardziej oczyszczone są płatki górskie, a najbardziej przetworzone - błyskawiczne.

Płatki jęczmienne - zawierają antyutleniacze, przeciwdziałają więc nowotworom. Są lekkostrawne, regulują trawienie. Pomocne w odchudzaniu, dzięki dużej ilości witamin z grupy B i E poprawiają cerę, włosy i paznokcie.

Płatki żytnie - regulują przemianę materii. Zawierają dużo żelaza, magnezu, potasu, wapnia, witamin E i z grupy B. Są cenne ze względu na obecność fluoru. Chronią przed nowotworami.

Płatki jaglane - bezglutenowe, są w nich witaminy E i z grupy B, mają też cynk, kwas krzemowy - składniki idealne dla włosów i paznokci.

Płatki gryczane - bezglutenowe, w porównaniu z innymi zawierają najwięcej lizyny, substancji, która wpływa korzystnie na pracę mózgu. Polecane są osobom uczącym się i pracującym umysłowo. Dużo w nich magnezu, żelaza, wapnia, witamin C, E, z grupy B oraz siarki.

Płatki kukurydziane - bezglutenowe, są bogatym źródłem błonnika , magnezu, żelaza, potasu, selenu. Są lekkostrawne, idealne dla osób z problemami żołądkowymi, rekonwalescentów, dzieci. Minusem jest duża ilość sodu w niektórych produktach z dodatkiem płatków kukurydzianych.


Lubicie płatki śniadaniowe? Jakie najczęściej wybieracie? Wolicie naturalne czy sięgacie również po słodkie płatki np. czekoladowe? Ja lubię naturalne płatki, ale czasami kupuję też te słodkie, jednak zdecydowanie bardziej wolę np. płatki owsiane, jadam też kukurydziane.

wtorek, 25 kwietnia 2017

Poezja, Kremowy żel pod prysznic o zapachu malinowym


Dzisiaj mam dla Was post w którym będę opisywała żel pod prysznic który kosztuje dosłownie kilka złotych i który bardzo mi się spodobał. Zapraszam do czytania.

Nie mogłam znależć w internecie opisu tego produktu, takiego samego jak był na butelce, a niestety nie spisałam tego z buteleczki którą miałam. Mam taki który znalazłam.





Poezja, Kremowy żel pod prysznic o zapachu malinowym
Jeżeli szukasz żelu pod prysznic, który nie tylko doskonale pielęgnuje i czyści skórę, ale też będzie pachniał ładnie i elegancko, wybierz żel pod prysznic Poezja. Jego naturalna formuła pozbywa się z ciała zabrudzeń i bakterii, a ciekawe nuty zapachowe będą krążyć wokół Ciebie jeszcze na długo po wyjściu spod prysznica.


Produkt zamknięty jest w butelce w kolorze białym, z etykietą, z przodu której widnieją owoce malin. Butelka jest raczej zwykła, mało przyciągająca wzrok. Trochę przypomina mi szampon familijny który opisywałam wam jakiś czas temu. Ten również ma takie zwykłe opakowanie, bez zbędnych, napisów, kolorów. Wiele osób pewnie nie zwróciłoby uwagi na ten żel, jednak ja się skusiłam. Zakupiłam go przede wszystkim ze względu na cenę oraz zapach. Opakowanie nie zawsze świadczy o jakości produktu tak myślę. Czasami tańszy produkt może być lepszy od droższego który ma piękne opakowanie. Pojemność żelu to aż 500 ml, natomiast cena to około 5 zł. Ja swój zakupiłam w markecie spożywczym. Niestety nie wiem gdzie on jest dostępny. Myślę, że gdybyście chciały go wypróbować szukajcie w mniejszych drogeriach, marketach, kioskach. Konsystencję ma kremową, średnio gęstą, w kolorze jasno różowym. Zapach cudowny, po prostu genialny! Jeśli jesteście fankami słodkich, owocowych zapachów kosmetyków to ten na pewno przypadnie Wam do gustu. Kojarzy mi się on z gumą Mambą którą jadłam w dzieciństwie. Mniam!


Dostępne są również inne wersje tego żelu:

- Poezja Sensitive Żel pod prysznic konwalia i jaśmin
- Poezja Fresh Żel pod prysznic frezja i jaśmin
- Poezja delikatny Żel pod prysznic gruszka
- Poezja Żel pod prysznic owoce tropikane exotic
- Poezja Żel pod prysznic jagoda delicate

Także wybór jest całkiem spory. Każdy wybrałby coś dla siebie.



Żel bardzo dobrze się pieni. Delikatnie myje skórę, oczyszcza ją po całym dniu, jest ona odświeżona, miła i przyjemna w dotyku. Nie wysusza ani nie podrażnia. Piękny zapach jest oczywiście dużą zaletą produktu. Jest to jeden z tych żeli które mogłabym wąchać i wąchać, a zapach się nie znudzi. Co by tutaj dużo pisać. Bardzo cieszę się, że odkryłam ten żel pod prysznic. Na pewno wypróbuję innych wersji. Tylko nie wiem jeszcze na jaką się zdecyduje. Mogę go wam polecić. Jeśli gdzieś go znajdziecie koniecznie wypróbujcie.

Moja ocena: 4,5/5

Kojarzycie ten żel? Jakie inne tańsze produkty do mycia ciała możecie polecić?

sobota, 22 kwietnia 2017

Masaż skóry głowy - sposób na piękne włosy


Pielęgnacja skóry głowy jest tak samo ważna jak i pielęgnacja włosów, a może nawet ważniejsza. Może pomóc w poprawie wyglądu i kondycji naszych włosów. Dzisiaj mam dla Was kilka słów o tym. Zapraszam do dalszej części postu.



MASAŻ SKÓRY GŁOWY jest znany i stosowany od stuleci. Poprawia krążenie krwi, skutecznie likwiduje ból głowy i zmęczenie. Ponadto ten rodzaj masażu powoduje wzmocnienie włosów i sprawia, że są lepiej odżywione. U osób, u których nadmierne wypadanie włosów jest wywołane problemami z krążeniem, może nawet zatrzymać proces łysienia. Podczas masowania głowy, wykonujemy delikatne, okrężne ruchy samymi opuszkami palców, po czym rozstawiamy palce szeroko na skórze głowy i zbliżamy je do siebie, co będzie lekko uciskało skórę. Ten zabieg na włosy należy stosować na całą powierzchnię skóry głowy. Dobrze jest masować skórę głowy po każdym myciu. Taki zabieg na włosy znacznie poprawi ich kondycję oraz krążenie krwi, włosy będą bardziej dotlenione, dotrą do nich także składniki odżywcze. Masaż głowy podczas mycia ułatwia oczyszczenie skóry głowy i pozbycie się martwego naskórka. Pozbycie się martwego naskórka i zalegającego łoju odtyka pory, co z kolei zmniejsza nadmierną produkcję łoju w gruczołach.

Masaż elektryczny skóry głowy jest zabiegiem wykonywanym w wielu gabinetach kosmetycznych. Urządzenie wywołuje prądy szybkozmienne, które powodują przekrwienie skóry, działają bakteriobójczo i wysuszająco. Natomiast ręczny masaż głowy można łączyć z równoczesnym wcieraniem leków wzmacniających włosy. Warto stosować obie techniki masażu, efekty można zaobserwować po kilku miesiącach regularnych masaży. Inny sposób na domowy masaż skóry głowy to szczotkowanie. Należy używać umiarkowanie twardej szczotki z naturalnego włosia. Szczotkowanie powoduje przekrwienie skóry głowy, a także rozprowadza warstwę łoju na skórze i usuwa z niej kurz oraz inne zanieczyszczenia. Szczotkować należy włosy grube, normalne i suche, natomiast szczotkowanie włosów tłustych może spowodować ich częstsze przetłuszczanie się. Trzeba pamiętać o częstym myciu szczotki, aby ponownie nie nanosić na skórę głowy brudu i kurzu.

A czy Wy masujecie skórę głowy? Jeśli tak to jak często i jakie są u Was efekty?


wtorek, 18 kwietnia 2017

Himalaya Herbals, Nourishing Hand Cream, Odżywczy krem do rąk


Święta, święta i... po świętach. Jak Wam minął świąteczny czas? U mnie dobrze.. Dajcie znać jak u Was 😊 A teraz zapraszam na nowy post.

Są kosmetyki które używam niezależnie od pory roku. Jednym z takich produktów są kremy do rąk, które staram się używać nie tylko podczas zimy, ale też i wiosną, latem gdyż dłonie wysuszają się nie tylko do chłodnego powietrza, ale też i podczas prac które wykonujemy w domu tak jak sprzątanie. Dzisiaj mam dla Was post z recenzją kremu do rąk którego używałam w ostatnim czasie.




Himalaya Herbals, Nourishing Hand Cream, Odżywczy krem do rąk
Unikalny krem do rąk do codziennego użytku zawierający bogate w składniki ekstrakty z lawendy i masła kokum, które zapewniają trzy podstawowe korzyści, chronią skórę, pozostawiając dłonie miękkie i gładkie. Nawilża, wygładza i odżywia.. Zapewnia niezbęne odżywienie. Długotrwale nawilża i wygładza skórę. Chroni skórę i zapobiega utracie nawilżenia. Nie zawiera: parabenów i oleju mineralnego. Kluczowe składniki: Masło kokum, olejek z lawendy.


Krem zamknięty jest w tubce w kolorze białym, z zieloną zakretką oraz fioletowo - zielonymi napisami. Ja swój zakupiłam w markecie spożywczym (większość kosmetyków kupuje w marketach, czasami w mniejszych drogeriach). Natomiast można go również zakupić w internecie, nie wiem czy jest dostępny w Drogerii takiej jak np Rossmann czy Natura. Cena produktu to około 5 zł za pojemność 50 ml, która jest malutka, w porównaniu do innych kremów np. Ziaja który ma pojemność 100 ml. W internecie natomiast widziałam, że kosztuje około 7-8 zł. Konsystencja kremu jest średniej gęstości, w kolorze białym. Zapach delikatny, przyjemny, kwiatowy.



Krem ten miałam po raz pierwszy i nie żałuję gdyż całkiem dobrze się sprawdzał. Fajnie nawilżał, wygładzał, po użyciu dłonie były gładkie i miękkie. Zapach również przypadł mi do gustu, dzięki czemu przyjemnie używało się go. Malutka pojemność sprawiła, że szybko się skończył jednak nie jest to żaden problem gdyż mam w zapasie jeszcze dwa inne kremy do rąk. Mimo wszystko chętnie siegnę po ten krem ponownie lub wypróbuję jakiegoś innego z tej marki. Myślę, że warto wypróbować ten produkt.

Moja ocena: 4,5/5

Znacie ten krem? Miałyście? Jaki krem do rąk używacie obecnie?

czwartek, 13 kwietnia 2017

Nowości kosmetyczne z ostatnich miesięcy


Dzisiaj mam dla Was kolejny post w którym chcę pokazać Wam kosmetyki które zakupiłam w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Takie posty prawdopodobnie będą pojawiały się co jakiś czas na moim blogu, gdy zakupię więcej kosmetyków... Nie ma sensu pokazywać jednej czy dwóch produktów dlatego zawsze czekam aż kupię wszystko co planuję, gdy większość kosmetyków mi się pokończy lub jest na wykończeniu. Myślę, że fajnie jest zobaczyć nowości kosmetyczne które ktoś nabył. Ja bardzo lubię także posty na blogach innych dziewczyn, ale nie tylko. Zapraszam do dalszej części postu.






DO KĄPIELI I PIELĘGNACJI CIAŁA 

Oceania Eavning Melody Żel pod prysznic lawenda i patchouli

Cztery Pory Roku Delikatny Żel pod prysznic Soczysta Malina

Joanna Body Naturia Żel pod prysznic mango i papaja

Biały Jeleń Żel do higieny intymnej chaber, bławatek

Bebeauty Sól do kąpieli Exotic Peach

Bebeauty Sól do kąpieli Kaszmir odprężenie  

Bebeauty Oil Care Odżywczy krem do ciała z olejkami

Bebeauty Soft Skin Lekki nawilżający krem do ciała

 Garnier Mineral Invisible Antyperspirant w kulce

Isae Fresh Dezodorant


DO WŁOSÓW

Joanna Rzepa Szampon wzmacniający do włosów przetłuszczających się

Schauma 7 herbs Szampon odświeżający

Mrs. Potter’s Balsam do włosów z aloesem, jedwabiem i białą herbatą

Kulpol Woda brzozowa

Greenelixir Olejek arganowy do włosów


DO TWARZY ORAZ UST

Tołpa Green Matowienie Krem normalizujący

Bielenda Skin Clinic Aktywne serum korygujące do cery mieszanej i tłustej

Bielenda Rose Care serum różane do skóry wrażliwej

Bielenda Carbo Detox Pasta węglowa do mycia twarzy 3w1

Bielenda wazelina kosmetyczna



DO DŁONI

Ziaja Kokosowa krem do rąk

Bebeauty Hydrate Nawilżający krem do rąk

Dziękuję za odwiedziny na moim blogu, każdy komentarz oraz zapraszam na nowe posty.

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Rival De Loop, Rozświetlająca Maseczka oczyszczająca z solą z morza martwego


Niestety przypadkowo usunęłam jeden post z bloga o przykładowych kosmetykach do różnych rodzajów cery. Nie wiem jak to się stało 😕😕 No cóż, czasami się zdarzy.

Dzisiaj mam dla Was post z recenzją kolejnej maseczki z Rival de loop którą miałam okazję stosować w ostatnim czasie. W najbliższym czasie możecie spodziewać się kilku postów o maseczkach do twarzy ponieważ ostatnio kilka używałam i chcę napisać kilka słów o nich od siebie. Mam nadzieję, że Wam się spodoba. Zapraszam do dalszej części postu.





Rival De Loop, Rozświetlająca Maseczka oczyszczająca z solą z morza martwego 

Skuteczność i pielęgnacja: Maseczka Rival de loop z solą z Morza Martwego została stworzona specjalnie w celu zaspokojenia wymagań zanieczyszczonej skóry. Wartościowa sól z Morza Martwego zawiera minerały i mirkoelementy. Wspomaga wiązanie cząsteczek wody w skórze. Kaolin przyjmuje nadmierny tłuszcz. Kwas salicylowy zwalcza pryszcze i zanieczyszczenia skóry. Maseczka oczyszcza skórę wnikając głęboko w pory.


Maseczka znajduje się w saszetce w kolorze biało-niebiesko-błękitnych, z czarno-białymi napisami, o pojemności 2x8 ml. Dostępna jest w Drogerii Rossmann w cenie ok 1,70 zł, jednak można ją dostać również w promocji za ok 1,20 zł. Ja właśnie zakupiłam ją w promocyjnej cenie, co jeszcze bardziej skusiłam mnie do zakupu. Konsystencja maseczki jest gęsta, kremowa, treściwa, w kolorze białym, bardzo dobrze rozprowadza się na twarzy. Natomiast zapach delikatny, przyjemny, nie drażniący.



Maseczka znajduje się w podwójnej saszetce która ma wystarczyć na dwa razy, jednak mi ona wystarczyła na cztery razy gdyż ja nakładam cieńszą warstwę dzięki czemu jest bardziej wydajna. Tuż po nałożeniu czuć delikatne mrowienie. Nakładałam maseczkę na oczyszczoną skórę na 20 min, po tym czasie zmywałam. Cera po zmyciu była dobrze oczyszczona, gładka, miękka, zmatowiona. Maseczka nia podrażnia ani nie ściąga nadmiernie cery. Bardzo polecam tą maseczkę - dobra, tania i łatwo dostępna (jeśli ma się dostęp do Rossmanna). Na pewno sięgnę po nią gdy będę miała taką możliwość.

Moja ocena: 4,5/5
Znacie tą maseczkę? Miałyście ją lub inną z Rival de loop?

czwartek, 6 kwietnia 2017

Taft Instant Volume, Stylizujący Puder do włosów


Dzisiaj mam dla Was post z recenzją produktu do stylizacji włosów którego używam w ostatnim czasie i którego bardzo lubię. Zapraszam do czytania.

Jak wiecie mam cienkie włosy którym brakuje objętości, są delikatne, lekkie, gdy mam je rozpuszczone potrzebują utrwalenia, dlatego gdy chcę mieć rozpuszczone włosy używam jakiegoś produktu do stylizacji. Wiem, że najlepiej nie używać niczego gdyż takie produkty mogą wysuszać włosy, ale staram się to robić rzadko, 1-2 razy w tygodniu. Moim ulubionym produktem jest puder do włosów. Jakiś czas temu pojawił się post o pudrze do włosów Got2Be który bardzo dobrze się u mnie sprawdził. Dla osób które nie widziały tego postu link ---> Klik

Dzisiaj natomiast mam dla Was post w którym opiszę wrażenia po używniu pudru który używam teraz.




Taft Instant Volume, Stylizujący Puder do włosów 
Puder stylizujący Taft dla natychmiastowej objętości!
Natychmiast widoczna i długotrwała objętość. Wyjątkowa kontrola bez sklejania włosów. Rozetrzyj niewielką ilość między dłońmi. Nakładaj na suche włosy u nasady i stylizuj. Lekki i trwały efekt. Lekka formuła wystarczy na 50 aplikacji. Wskazówka: Dla większej objętości wytrząśnij proszek bezpośrednio na suche włosy u nasady. Trzymaj poza zasięgiem dzieci.


Puder zamknięty jest w opakowaniu w kolorze szarym, z jasno-zieloną etykietą. Pojemność produktu to 10 g, natomiast cena około 19 zł, jednak można go dostać w promocji za około 12 zł. Dostępny jest w wielu drogeriach m.in Rossmann, Natura, mniejsze drogerie. Ja właśnie dorwałam puder w Rossmannie w promocyjnej cenie, z czego jestem bardzo zadowolona. Cena może wydawać się wysoka, w stosunku do pojemności, jednak myślę, że warto skusić się, zwłaszcza w promocji. Ja osobiście będę kupowała puder w promocji gdyż wydaje mi się, że cena jest nieco za wysoka. Konsystencja produktu jest sypka, biały, drobno zmielony proszek. Zapach prawie niewyczuwalny.


Puder nasypywałam najczęściej na dłonie, następnie roztrzepywałam na włosach, układając je delikatnie, dodając im tym samym objętości. Puder sprawia, że włosy są matowe, tak samo jak w przypadku poprzedniego pudru który miałam, dodaje lekko objętości, usztywnia włosy. W zależności ile go nałożymy usztywnienie jest bardziej delikatnie gdy nałożymy mniej, a gdy przesadzimy z ilością mogą być sklejone i efekty odwrotny do zamierzonego. Należy uważać by nie użyć go za dużo. Efekt jaki daje puder nie jest może jakoś bardzo dobry, nie dodaje on włosom mega wielkiej objętości, ale mimo wszystko bardzo go lubię i często używam gdy chcę mieć rozpuszczone włosy, a i zdarza się go użyć przy związanych włosach. Staram się jednak nie przesadzać z jego stosowaniem by nie przesuszyć włosów. Częściej po prostu spinam włosy i daje mi odpocząć do środków stylizujących. Moim zdaniem jest to lepszy produkt od lakieru gdy chcemy utrwalić trochę rozpuszczone włosy i dodać im delikatnie objętości. Na pewno sięgnę po niego jeszcze wiele razy.

Moja ocena: 4,5/5

Znacie ten puder? Używacie produktów do stylizacji włosów czy raczej ich unikacie, ze względu na to, że dbacie o włosy lub po prostu ich nie potrzebujecie?

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...